Aby się stało
"Gwiazdy by ciemniej było
smutek by stale dreptał
oczy po prostu by kochać
choć z zamkniętymi oczami
wiara by czasem nie wierzyć
rozpacz by więcej wiedzieć
i jeszcze ból by nie myśleć
tylko z innymi przetrwać
koniec by nigdy nie kończyć
czas by utracić bliskich
łzy by chodziły parami
śmierć aby wszystko się stało
pomiędzy światem a nami"
Ks. Jan Twardowski
Wracając do ostatniej notki.
Być może jedna z nielicznych osób, która ją przeczytała, mogła się zastanowić co mnie właściwie obchodzi innych życie i to co robią - to przecież ich sprawa! A no właśnie to był tylko taki krótki wstęp do mojej historii.
Pisałam o rodzinie, o dzieciach które muszą - chcą czy nie chcą, znosić to co ich starszym wpadnie do głowy. Albo co wpadło im do głowy znacznie wcześniej.
Pisałam o sobie.
O moim ojcu, który nie wie co to umiar w kieliszku (raczej szklance)- czyli jego nałogu i o matce, która z nim zawzięcie walczy.
No i czemu powiedzcie mi, JA byłam temu winna?
Może jestem egoistyczna, może myślę że mi się wszystko należy, ale pomyślcie sami - ja czy ON jest bardziej egoistyczny?
Ok. Ja rozumiem że każdy lubi wypić, więc nie wciskajcie mi kitu że to dla relaksu - zdarza się codzienne.
Był czas, że bez przeszkody przy mnie, przy moich braciach podchodził do barku (w którym zawsze musiało coś być) i nalewał całą szklankę wódki, którą wypijał ją w niecałą minutę (żeby mama nie zobaczyła). Nie ma wstydu, już się z tym nie kryje.
Nie jest z niego potencjalny pijak spod kiosku. Preferuje picie w samotności (o czym świadczą puste butelki porozrzucane w każde kąty jego "kryjówek").
Ostatnio wychodząc na rolki zobaczyłam że są w połowie obrzygane - leżały w piwnicy. To musi tam leżeć już bardzo długo - stary nawet się nie pofatyguje aby sprzątnąć. Wyobraźcie sobie jak ja się wtedy poczułam. Nie wiem czy wiecie co to za uczucie, jak ktoś się na waszych oczach stacza, a ty nie możesz na to nic poradzić...
Ja go kocham ale nie umiem mu pomóc - on nie uważa, że pomocy potrzebuje! Jedynym co mogę zrobić aby zachować go w trzeźwości to namolne RZĄDANIE typu zawieź mnie tu - zawieź mnie tam. Przed jazdą zazwyczaj nie pije...
Żałosne, kto mi da gwarancję że ja się też nie stoczę?
